Informacje

Informacje 2016-08-18

Food trucki w Szczecinie

W tym biznesie trzeba być blisko klientów. Ci, którzy to lubią, przekonują: To fajny sposób zarabiania na życie.
Bajglowóz, czyli food truck Bajgle Króla Jana przyjeżdża m.in. pod Technopark Pomerania /fot.: ak / Bajglowóz, czyli food truck Bajgle Króla Jana przyjeżdża m.in. pod Technopark Pomerania /fot.: ak /
Piotr Traksa z food trucka przy Jasnych Błoniach sprzedaje m.in. frytki, za których smakiem przepadają klienci  /fot.: ak /
Piotr Traksa z food trucka przy Jasnych Błoniach sprzedaje m.in. frytki, za których smakiem przepadają klienci
/fot.: ak /
W okienku śniadaniowego food trucka Bułka z Masłem stoi Sabina Garska  /fot.: ak /
W okienku śniadaniowego food trucka Bułka z Masłem stoi Sabina Garska
/fot.: ak /
W Bajgle Króla Jana  kanapki na bazie bajgli przyrządzają Tomek i Łukasz  /fot.: ak /
W Bajgle Króla Jana kanapki na bazie bajgli przyrządzają Tomek i Łukasz
/fot.: ak /
Burgery food trucka Wół i Krowa przygotowuje Natalia  /fot.: ak /
Burgery food trucka Wół i Krowa przygotowuje Natalia
/fot.: ak /
Adrian Kouhan, właściciel ice trucka Lodowe Rollsy, czyli lodów w kształcie rurek  /fot.: ak /
Adrian Kouhan, właściciel ice trucka Lodowe Rollsy, czyli lodów w kształcie rurek
/fot.: ak /
Bro Burgers od dwóch lat działają przy ul. Partyzantów  /fot.: ak /
Bro Burgers od dwóch lat działają przy ul. Partyzantów
/fot.: ak /
Kamil Niedbało od ponad dwóch miesięcy realizuje się w roli właściciela Custom Burgers i kucharza-hobbysty  /fot.: ak /
Kamil Niedbało od ponad dwóch miesięcy realizuje się w roli właściciela Custom Burgers i kucharza-hobbysty
/fot.: ak /
Wołowóz na co dzień stoi na rogu al. Piastów i ul. Ku Słońcu  /fot.: ak /
Wołowóz na co dzień stoi na rogu al. Piastów i ul. Ku Słońcu
/fot.: ak /
Artisan, znany szczecinianom z lokalu przy Pl. Zwycięstwa, od tego sezonu działa również w wersji mobilnej  /fot.: Arisan /
Artisan, znany szczecinianom z lokalu przy Pl. Zwycięstwa, od tego sezonu działa również w wersji mobilnej
/fot.: Arisan /
Bułka z Masłem na co dzień serwuje śniadania pod biurowcem Lastadia, ale pojawia się również na imprezach plenerowych  /fot.: ak /
Bułka z Masłem na co dzień serwuje śniadania pod biurowcem Lastadia, ale pojawia się również na imprezach plenerowych
/fot.: ak /
Gdy w październiku 2014 roku w Szczecinie odbył się pierwszy zlot food trucków, uczestniczyły w nim cztery gastrowozy. Teraz naliczyliśmy ich kilkanaście. Ale to i tak niewiele w porównaniu z innymi polskimi miastami. Według foodtruckportal.pl w Poznaniu działa ich 26, we Wrocławiu 38, w Trójmieście 59, a w Warszawie 122.
 
Burgery są na topie
 
Bro Burgers prowadzony przez braci Michała i Mateusza Szczuplaków to jeden z pierwszych mobilnych lokali działających w Szczecinie. Czarno-białe auto od ponad dwóch lat parkuje w tygodniu przy ul. Partyzantów, a w weekendy pojawia się na offowych imprezach. W ofercie są hamburgery typu slow food, czyli przygotowywane ze świeżych składników, począwszy od mięsa (100 proc. wołowiny), przez bułki (pieczone specjalnie dla nich w piekarni), po sosy według własnej receptury. Ceny: 10-15 zł.
 
– Jedną z największych zalet tego typu działalności jest mobilność. – Taki biznes generuje bardzo małe koszty prowadzenia działalności w porównaniu z tradycyjną restauracją, daje niezależność, możliwość zmiany lokalizacji w poszukiwaniu klientów. Mamy kontakt z indywidualnym klientem, wielu stałych klientów, więc atmosfera jest bardzo fajna – wymienia korzyści takiej formy prowadzenia działalności Michał Szczuplak.
 
Na hamburgery postawił też Kamil Niedbało – kucharz-hobbysta, a do niedawna także operator maszyn CNC. W jego foodtrucku Custom Burgers parkującym najczęściej pod Urzędem Miasta na Jasnych Błoniach, można wybierać spośród sześciu burgerów. – Wszystko jest świeże i przygotowane na miejscu – podkreśla właściciel. Standardowe ceny mieszczą się w granicach 14-19 zł. Do tego zamówić można naturalne napoje polskiej produkcji.
 
Również przy Jasnych Błoniach zatrzymuje się od dwóch miesięcy Piotr Traksa, który codziennie sprzedaje tam hot dogi, hamburgery i frytki (ceny: od 5 do 15 zł), choć w bardziej fast-foodowym wydaniu.
 
– Kupują u mnie urzędnicy, a po południu i weekendy spacerowicze. Wśród klientów są także starsze osoby, którym smak moich frytek przypomina dawne czasy – mówi właściciel food trucka.
 
Ofertę bułek z wołowiną w Szczecinie uzupełniają dwa food trucki, dla których właścicieli są to niejedyne biznesy. Wojciech Żurawik i Krzysztof Zaleski najpierw otworzyli restaurację z burgerami Wół i Krowa w Dziwnowie, od 2014 roku przyjmują klientów na Podzamczu, a od maja tego roku działają też mobilnie. Ich food truck każdego dnia stoi w innym miejscu – przy Technoparku Pomerania, na Wałach Chrobrego, przy Jeziorze Głębokim, na Arkonce. Po sezonie letnim ciężarówka Wół i Krowa będzie jeździła pod biurowce. Wół i Krowa serwuje burgery w cenach 12,90 - 29,90 zł (jest też wersja wegetariańska), frytki i krążki cebulowe.
 
Burgerowy Wołowóz prowadzi od kwietnia Tomasz Lisowski, który ma doświadczenie w prowadzeniu klubów fitness. Właściciel Wołowozu nową działalność traktuje dodatkowo, a do jego obsługi zatrudnia dwie osoby. W tygodniu jego food truck stoi na rogu ul. Ku Słońcu i al. Piastów, a w weekendy pod CH Ster. Burgery kosztują tam od 11 do 16 zł.
 
We wrześniu w Szczecinie zaparkuje kolejny burgerowy food truck. Otwarcie Mr. Burger zapowiada Maciej Orczyk, współwłaściciel działającego w Policach lokalu pod tą samą nazwą.
 
Alternatywny lunch
 
Kanapki i lekkie lunche są w menu Bułki z Masłem. W okienku foodtrucka stoi Sabina Garska, a pomaga jej Tomek Wójcikowski, współwłaściciel Piwnicy Kany. To właśnie ten teatr od roku rozwija śniadaniowy biznes dostarczając kanapki do sześciu największych szczecińskich biurowców. Dziennie Bułka z Masłem sprzedaje w ten sposób ok. 150 bułek, a uruchomiony trzy miesiące temu food truck – około 80. – Opieramy się na niskich marżach, zależy nam na wysokiej sprzedaży – mówi Tomek Wójcikowski. Oprócz kanapek (po 5 - 6 zł), znajdziemy tam inne lekkie, lunchowe propozycje – np. sałatkę z buraczków z orzechami, chia z mango (po 10 zł) czy świeżo wyciskane soki.
 
Na pracowników biur stawia także należący do Julii Stanny food truck Bajgle Króla Jana. Julia wraz z mężem Bartoszem w październiku ubiegłego roku otworzyli na podzamczu lokal stacjonarny o tej samej nazwie. Z food trucku z wielkim bajglem na dachu serwują kanapki na bazie bajgli własnego wypieku na zimno i na ciepło, w cenach od 10 do 15 zł. Dodatkowo sprzedają  zimne napoje, a jeśli mają możliwość skorzystania z podłączenia do prądu, to w menu są dodatkowo sałatki i zupy – np. barszcz na bazie mleka kokosowego. Julia Stanny z pomocą dwóch pracowników „bajglowozu” sprzedaje dziennie 50 - 70 bajgli. Bierze również udział w imprezach plenerowych i już planuje wyjazdy do Berlina.
 
– Food truck idealnie odpowiada wieczornemu życiu miasta, kiedy człowieka dopada głód, chciałby coś zjeść na szybko i nie iść do restauracji czy nie zadowalać się popularnym kebabem czy burgerem z budki, który jest dość ciężkostrawny. Foodtrucki ze względu na bardzo ograniczoną powierzchnią przechowywania zaopatrują się w produkty często i w niewielkich ilościach, jedzenie jest więc zawsze świeże – mówi właścicielka Bajgli Króla Jana.
 
Desery i wypieki
 
Pierwsze szlaki w cukierniczym biznesie na kółkach przecierały w Szczecinie Edyta Walewska i Sylwia Rohde, właścicielki Ale Ciacha. Panie, inspirując się obserwacjami z Węgier, zaproponowały słodkie kołacze i wytrawne langosze. Ich food truck można spotkać przy Jasnych Błoniach oraz na imprezach plenerowych w regionie. Zastąpił on lokal stacjonarny i, jak przyznają jego założycielki, przynosi większe zyski. Cała produkcja odbywa się w samochodzie, zamówione dania trafiają do rąk klienta w kilka minut, a kosztują od 8 do 14 zł.
 
Pierwszy weekend na imprezie plenerowej ma za sobą Adrian Kouhan, właściciel food trucka Lodowe Rollsy, z którego sprzedaje naturalne lody w kształcie rurek, tworzone na oczach klientów ze śmietany i mleka, z dodatkiem cukru, bez sztucznych składników. Oryginalna forma lodów to zasługa specjalnej maszyny chłodzącej skonstruowanej przez właściciela. Cena deseru lodowego w kubeczku o pojemności 350 ml, z ciastkiem, bitą śmietaną i polewą to 9,90 zł. Lodowe Rollsy kupimy na co dzień na szczecińskich bulwarach, pod biurowcem Lastadia.
 
Początkowo właściciel Lodowych Rollsów myślał o stacjonarnej lodziarni, ale dziś stwierdza: – Wynajem małego lokalu w centrum Szczecina kosztowałby mnie 6 tys. zł miesięcznie. Bardziej opłacalne i korzystne jest prowadzenie mobilnego ice trucka.
 
Na sprzedaż lodów, pieczywa, ciast i ciasteczek poprzez mobilny bar zdecydowała się tego lata Piekarnia Bagietka oraz Bistro Artisan. W ofercie są także przekąski, kanapki i jogurty.
 
– Oba samochody są bardziej nośnikiem reklamy, niż źródłem codziennego dochodu. Pojawiają się na festynach, imprezach charytatywnych czy innych wydarzeniach. Można je spotkać na terenie województwa zachodniopomorskiego, lubuskiego i wielkopolskiego, zależne od potrzeby – zauważa Aleksandra Kowalczykowska, specjalistka ds. marketingu Piekarni Bagietka. W związku z dobrym przyjęciem przez klientów i zainteresowania franczyzobiorców tą formą sprzedaży, firma nie wyklucza uruchomienia w przyszłości kolejnych food trucków.
 
Jeden sezon i auto spłacone?
 
Podstawą sukcesu jest ciekawe menu, atrakcyjne miejsce postoju i miła obsługa – uważają osoby prowadzące food trucki. Pomaga atrakcyjny samochód i kontakt z klientami na Facebooku.
 
– Food truck to biznes, na którym można zarobić, ale wymaga zaangażowania i zaakceptowania pracy na małej powierzchni, często przy wysokich temperaturach wewnątrz. Jednak liczba powstających w Europie food trucków jest potwierdzeniem tego, że jeżeli mamy dobry pomysł, świeże i smaczne jedzenie oraz dobre zagrania marketingowe, to jest to fajny sposób zarabiania na życie – mówi Sabina Garska z Bułki z Masłem.
 
Mobilni gastronomicy nie mówią wprost o zarobkach, ale wielu z nich zakłada, że inwestycja w samochód zwróci się im w trakcie jednego sezonu trwającego od kwietnia do września, przy założeniu, że sami będą stali przy kuchni i w okienku. Ale życie pokazuje, że gwarancji sukcesu nie ma. Z czterech food trucków, które wzięły udział w szczecińskim zlocie w 2014 roku, do dziś przetrwały dwa.
 
Jak wygląda dzień pracy w food trucku? Pierwsze mobilne gastronomie zaczynają przyjmować klientów od godziny 9, inne koło południa. Na miejsce trzeba wcześniej dojechać. Lokale na kołach zamykają się między godziną 18 a 21. Zrobienie zakupów w hurtowni i przygotowanie składników dań zajmuje właścicielowi co najmniej półtorej godziny przed otwarciem, a na koniec dnia trzeba jeszcze doliczyć godzinę na sprzątanie. W tej branży trzeba liczyć się z pracą w weekendy i, w razie konieczności, zatrudnieniem osoby do pomocy.
 
Kolejna ważne pytanie, na które trzeba sobie odpowiedzieć to: działamy sezonowo, czy przez cały rok?
 
Ile to kosztuje?
 
Każdy, kto myśli o własnym food trucku, musi zaopatrzyć się w miejsce pracy, czyli w odpowiedni samochód. Mobilny punkt gastronomiczny powinien być wyposażony w specjalną instalację elektryczną, agregaty, oświetlenie postojowe, czy zbiorniki z wodą. Food truck potrzebuje także niezbędnych sprzętów do przygotowywania jedzenia.
 
Można kupić gotowe auto – np. camper lub samochód dostawczy przerobiony na food truck. – Trzeba mieć na to przynajmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych. Warto oglądać auto z kimś, kto potrafi dobrze ocenić stan techniczny – mówi Julia Stanny.
 
Druga opcja to samodzielne przerabianie zakupionego samochodu pod działalność gastronomiczną. Trzeba jednak wiedzieć, jak to zrobić, by spełnić wymogi Sanepidu. Zwykle jest to dużo większa inwestycja niż kupno używanego food trucka. Trzecia opcja to skorzystanie z pomocy firmy, która dla nas znajdzie food trucka i dostosuje go pod nasze potrzeby.
 
– Zajmuje się tym kilka firm w Polsce. To wymaga już co najmniej 100 tys. zł – opowiada właścicielka Bajgle Króla Jana.
 
Kupując auto warto mieć na uwadze jego wygląd – atrakcyjny pojazd przyciąga klientów. Gdy samochód jest nijaki, najlepiej zaplanować w budżecie jego podrasowanie. Po kupnie auta  trzeba liczyć się z wydatkiem dodatkowych kilku tysięcy złotych. – Chodzi o ewentualne przeróbki, malowanie karoserii, opłaty związane z rejestracją pojazdu, ubezpieczeniem, przeglądem, potrzebnymi naprawami. My dużo rzeczy zrobiliśmy sami, więc udało się nam trochę zaoszczędzić – wyjaśnia Julia Stanny.
 
Z rozmów z właścicielami szczecińskich food trucków wynika, że większość wydała na auto około 50 tys. zł. Najdroższa jest burgerownia na kółkach Wół i Krowa. Gotowy pojazd wraz z wyposażeniem kosztował 300 tys. zł. – Mamy np. bardzo pojemne lodówki, w tym osobną na mięso. Dzięki temu możemy zapewnić naszym klientom wysoki standard produktów – mówi Wojciech Żurawik.
 
Prowadzenie mobilnej gastronomii to także opłaty targowe i postojowe. Przykładowo, Bro Burgers opłaty te wynoszą łącznie około 800 zł miesięcznie. Często niezbędne jest podłączenie do prądu – na to potrzeba około 300 zł miesięcznie. Udział w imprezach plenerowych to już dość znaczący wydatek. Ale Ciacha za wystawianie się na weekendowych imprezach płaci średnio 3 tys. zł. 
 
Właściciele burger trucków nieraz płacą również za wynajem kuchni, bo Sanepid wymaga odpowiednich warunków do przygotowania mięsa. Kotlety do burgerów w zaprzyjaźnionej restauracji przygotowuje np. Wołowóz, Bro Burgers i Custom Burger.
 
Dodatkowe koszty działalności dochodzą w przypadku zatrudnienia pracowników.
 
Zakładając taki biznes warto śledzić przepisy i ich interpretacje. Począwszy od wymagań Sanepidu i zgodności z zasadami systemu HACCP, po kwestie podatkowe (np.: jaką stawkę VAT stosować przy danej działalności i produktach w ofercie, w jakim przypadku trzeba stosować kasę fiskalną, czy korzystać z ryczałtowego PIT?).
 
Należy też pamiętać o terminach uzyskiwania pozwoleń i o opłatach dla właścicieli terenu, na którym stanie foodtruck.
 
ak
Tematy: biznes (89) | pierwsza firma (36) | gastronomia (17) |
aktualizowano: 2016-08-23 19:59
Wszystkich rekordów:

Społeczność