Informacje

Informacje 2014-11-03

Kiedyś filmy, dzisiaj zabiegi i dania z łososia

W miejsce o niespotykanym wystroju zmienił się zrujnowany budynek po dawnym kinie Mewa przy ul. Axentowicza w Szczecinie. Rozmawiamy z Paulem Nilsenem, który z żoną Beatą prowadzi w nim Clinique Jennifer i restaurację Paul's Fantasia.

Paul Nilsen w Clinique Jennifer, w którym znalazło się  nawet miejsce na dzwonnicę /fot.: mab / Paul Nilsen w Clinique Jennifer, w którym znalazło się nawet miejsce na dzwonnicę /fot.: mab /

Na 600 m kw. mieści się klinika urody z 13 pokojami zabiegowymi, restauracja i salka przeznaczona do prywatnych i firmowych spotkań. Miejsce działa od wakacji.

Szczecinbiznes.pl: Nie znając tego miejsca trudno sobie wyobrazić, że było tu kiedyś kino.

Paul Nilsen: Okoliczni mieszkańcy jeszcze je pamiętają. Ale ostatnio była to kompletna ruina. Nadanie jej obecnego kształtu zajęło nam i ludziom, którzy nam pomagali, dwa lata ciężkiej pracy. Obliczyłem, że było to 17 tys. roboczogodzin.

Od wakacji prowadzicie Państwo klinikę kosmetyczną i medycyny estetycznej oraz restaurację. O jaki pomysł biznesowy oparta była ta inwestycja?

Pracowałem przy wielu projektach i często, w przypadku nowych przedsięwzięć, odnosiłem sukces ponieważ udawało mi się spojrzeć na nie pod innym kątem niż robi się to zazwyczaj. Podobnie jest tutaj. Stworzyliśmy niespotykane połączenie, ale sądzę, że idąc do lekarza czy korzystając z zabiegów upiększających bądź relaksujących, można też coś zjeść. Taka dywersyfikacja zwiększa ruch i zainteresowanie ze strony klientów. Po dwóch miesiącach działalności mogę powiedzieć, że to działa.

Czy liczy pan na klientów z Norwegii?

Norweski klient jest bardzo sceptyczny. Ja pełnię dla nich rolę przewodnika, ogniwa łączącego ich ze Szczecinem, dzięki czemu udało nam się gościć już pierwszą grupę z Norwegii. Następne zaprosimy wkrótce. Wierzę w rynek skandynawski. Lot z Oslo do Szczecina jest krótki, a nasze ceny, które stanowią 30 proc. tych w Norwegii sprawiają, że klienci w cenie zabiegów mają też pobyt i wyżywienie. Mam nadzieję, że Jennifer będzie kliniką dla gości z całej Europy, ale cieszę się też z zainteresowania Szczecinian.

Klinik urody i restauracji w Szczecinie nie brakuje. Dlaczego warto przyjść akurat do was?

Jeśli chodzi o klinikę to specjalizujemy się w zabiegach antystresowych. Chcemy być kliniką numer jeden w tej dziedzinie. Proponujemy m.in. rozgrzewanie i schładzanie ciała, a następnie masaże. Uważam, że stres to duży problem zdrowotny w naszym społeczeństwie.

W restauracji postawiliśmy na kuchnię norweską, głównie na ryby i owoce morza, ale tez na to, co smakuje nam samym. Wszystkie dania przygotowujemy sami, nie używamy półproduktów. Naszym największym hitem jest sprowadzany z Norwegii świeży łosoś marynowany w koniaku lub wódce.

Dlaczego nie zdecydowaliście się na lokalizację w centrum miasta?

Chcemy, żeby nasze miejsce było oazą, pozwalało oderwać się od rzeczywistości, a w centrum otacza nas codzienna bieganina.

Po wejściu do kliniki i restauracji rzuca się w oczy nietypowy wystrój. W restauracji stoi zabytkowy kabriolet, a na wewnętrznym „dziedzińcu” jest dzwonnica i „gwieździste niebo”.

Chciałem stworzyć miejsce z atmosferą, unikalne, może nawet jedyne w swoim rodzaju w Europie. Kocham historię starych przedmiotów, dlatego jest ich tutaj tak dużo. Dzięki nim nasi goście mogą poczuć harmonię i przyjemnie spędzać u nas czas. Dodam, że w Skandynawii stworzenie miejsca, które wymagałoby tak dużego nakładu pracy, byłoby tak kosztowne, że nie opłacalne. W Polsce okazało się to możliwe. Jestem zadowolony, że Szczecinianie będą mogli się nim cieszyć przez wiele lat.

Czy to pana pierwsze przedsięwzięcie biznesowe w Polsce?

W Norwegii przez lata prowadziłem inwestycje deweloperskie. Dużo projektów realizowałem w górach. Były to głównie apartamenty i hotele. Współpracowałem m.in. z największymi norweskimi firmami budowlanymi. W Polsce razem z żoną Beatą prowadzimy Jennifer Collection - firmę zajmującą się wyposażeniem wnętrz. Dwa lata temu rozpoczęliśmy pracę nad kliniką i restauracją.

Czym różni się prowadzenie biznesu w Norwegii i w Polsce?

Pod względami prawa budowlanego oraz w kwestiach sanitarnych Polska jest bardziej biurokratyczna. Jestem zadowolony z prowadzenia interesów w Polsce. Wiem, że Polacy potrafią ciężko pracować. Miałem z nimi kontakt również w Norwegii. Zauważyłem że w Polsce wielu przedsiębiorców kopiuje istniejące już rozwiązania. Uważam, że aby odnieść sukces trzeba mieć odwagę robić coś inaczej niż inni. Warto podejmować ryzyko w interesach. 

Rozmawiał: Michał Abkowicz

Tematy: Szczecin (597) | inwestycja (310) | gastronomia (17) | medycyna (8) | Norwegia (6) | Paul's Fantasia (1) | Paul Nilsen (1) | Clinique Jennifer (1) |
aktualizowano: 2014-11-17 12:34
Wszystkich rekordów:

Społeczność