Know-how 2017-02-20

HR-owy zawrót głowy

Tylko specjalista ds. zasobów ludzkich/doradca personalny wie, jaką walkę trzeba stoczyć, aby skojarzyć odpowiedniego pracodawcę z odpowiednim pracownikiem - przekonuje Rafał Zahorski, operations manager w LSJ HR Group.
Rafał Zahorski, Operations Manager w LSJ HR Group /fot.: LSJ / Rafał Zahorski, Operations Manager w LSJ HR Group /fot.: LSJ /
Z zagadnieniem HR-u spotkał się chyba każdy, niezależnie od tego, czy jest przedsiębiorcą, managerem, pracownikiem administracyjnym, czy też pracownikiem liniowym. Każdy przeszedł jakiś proces rekrutacyjny, a część miała przyjemność takowy przeprowadzić. Jednak tylko specjalista ds. zasobów ludzkich/doradca personalny wie, jaką walkę trzeba stoczyć, aby skojarzyć odpowiedniego pracodawcę z odpowiednim pracownikiem.
 
Od początku lutego mam przyjemność obserwować zagadnienie HR-u z zupełnie innej perspektywy, niż przez ostatnie 25 lat. Zamieniłem branżę morską na taką, która jest silnie związana z ludźmi i ich miejscem pracy. Będę wspierać rozwój LSJ HR Group, szkolić i doradzać, aby firmy zwiększały swoje szanse na zatrzymanie pracowników, a pracownicy nie chcieli opuszczać swoich pracodawców. 
 
Skoro więc zyskałem taką okazję, pokuszę się o krótkie podsumowanie zmian, jakie zaszły w kontekście szeroko pojętego HR-u w naszym regionie w ostatnim czasie. Muszę przyznać, że to co obecnie jest dla mnie nowe, to skala problemu w Szczecinie. Zapytacie: jakiego problemu? Spieszę wyjaśnić…
 
Przez wiele lat było tak: publikowałem ogłoszenie z ofertą pracy w mediach papierowych albo online. W Gdyni w odpowiedzi na nie otrzymywałem kilka CV. W Katowicach dwa, może trzy. W Szczecinie zaś ponad pięćdziesiąt, czasem blisko sto. Różnica w liczbie może porażać…
 
Przez wiele lat znalezienie nowego, dobrego pracownika w stolicy Pomorza Zachodniego było dość łatwe. Natomiast od kilkunastu dni przeżywam mały szok. To jak wiadro zimnej wody na moją rozgrzaną głowę. Obserwuję nowy zespół, którego stałem się częścią, jak dwoi się i troi, by znaleźć kandydatów do pracy dla wielu zachodniopomorskich (i nie tylko) firm. Odnoszą sukces z uwagi na przebogatą bazę danych, jaką dysponuje LSJ. Jednak nie jest łatwo, bowiem wzbudzenie zainteresowania nawet najatrakcyjniejszą ofertą pracy jest niezwykle trudne. Dla przykładu, znany polski pracodawca, z tradycjami, pensja i stanowisko fajne, branża bardzo rozwojowa… I nadal pod górkę. Pytam więc: co się dzieje? Czy ludziom się przewróciło w głowie?
 

Partnerzy cyklu Know-how:

Otóż do naszego regionu napłynęło ostatnimi laty wiele firm zagranicznych. Stargard, Goleniów i jeszcze kilka innych miast i miasteczek naszego województwa otoczyło się potężnymi halami produkcyjnymi, magazynami, centrami logistyczni, budynkami  i siedzibami firm. Nasze województwo nie jest już tym zapomnianym, z którego wyemigrowało wielu znakomitych fachowców. Jeszcze niedawno studenci zwykli mówić, że Polska zaczyna się w Poznaniu. Jeszcze w 2016 roku pytając studentów I roku w Akademii Morskiej o to, ilu z nich zostanie w Szczecinie, a ilu wyjedzie, otrzymywałem odpowiedź 50/50 proc. Co więcej, znajomych wysyłało swoje dzieci na studia poza nasz region, bo jakie oni tu mieli do niedawna perspektywy.
 
Dzisiaj głośno się mówi o nowych inwestycjach na Pomorzu Zachodnim i dużym zapotrzebowaniu kadrowym. Centra z branży e-commerce zamierzają w najbliższym czasie zatrudnić ok. 4000 osób. Mówi się też o brakach w kadrach u wielu przedsiębiorców i szukaniu ludzi do pracy miesiącami. W sklepach częściej słyszymy ukraiński albo rosyjski. Choć i o Ukraińców coraz trudniej.
 
Dzisiaj są takie zawody i profile wykształcenia, których ukończenie gwarantuje pracę od ręki. Są takie kierunki studiów, dla których 100 proc. absolwentów znajduje pracę już na ostatnim roku, a niektórzy jeszcze wcześniej. Tego wcześniej nie było. Wystarczy jedynie podpowiedzieć młodym ludziom, w jakim kierunku powinni się kształcić, aby bez najmniejszego kłopotu mogli znaleźć atrakcyjną pracę w Szczecinie lub okolicy.
 
Czy świat stanął do góry nogami? Tak! Należy tu odważnie, acz rzeczowo postawić tezę: w chwili obecnej główną barierą rozwojową Pomorza Zachodniego jest brak wystarczającej liczby ludzi do pracy. I problem ten będzie nasilał się  w kolejnych latach. Wniosek jest jeden: musimy sprawić, by wrócili ci, którzy wyjechali, a nawet uciekli z naszego regionu. Musimy zadziałać tak, żeby mieszkańcy regionów o dość wysokiej stopie bezrobocia (np. Gmina Łobez - 25 proc.), przyjechali do nas do pracy.
 
W całej tej sytuacji pojawił się jeszcze jeden wątek: rywalizacja o pracowników. Na fali licznych inwestycji pojawiło się wiele firm ze Skandynawii. A Skandynawowie, jak wiadomo, są mistrzami dbania o swoich pracowników. Moje koleżanki i koledzy prowadząc wywiad z takim pracodawcą przed rozpoczęciem procesu rekrutacyjnego, słyszą długą listę świadczeń pozapłacowych: pakiet medyczny, pakiet stomatologiczny, roczny pakiet szkoleń, albo kurs wybranego języka, dojazd do pracy autobusem firmowym, karnet sportowy z bezpłatnym wejściem na basen, na fitness, na siłownię, bilety do kina i do teatru, bony na święta, wigilia firmowa, choinka dla dzieci,  team events, winter party. Niebawem pracodawcy zaoferują żłobki i przedszkola dla dzieci, obiady albo wręcz posiłki za symboliczną złotówkę – również w tej cenie możliwość brania posiłków dla rodziny. Rekrutowani kandydaci przecierają oczy ze zdziwienia, a rodzimi przedsiębiorcy ronią łzę, ponieważ z tego punktu widzenia przegrywają walkę o pracownika.
 
W tym miejscu chcę się jeszcze zatrzymać przy szkoleniach pracowników finansowanych przez pracodawców. Mechanizm jest prosty: pracodawca podnoszący kwalifikacje swojego pracownika po prostu zwiększa jego efektywność. Pracownik, który podnosi swoje kompetencje, czuje się dowartościowany i pewniejszy togo, co robi. Ma też jasną ścieżkę awansu w danej organizacji. To mechanizm znany na zachodzie od lat. U nas wciąż jest nowością. Rodzime firmy na pytanie o budżet na szkolenia, najczęściej odpowiadają ciszą.  
 
Zupełnie nie rozumiem, skąd wzięło się przeświadczenie, że inwestowanie w rozwój i wiedzę pracownika to „pompowanie” jego CV, skutkujące tym, że pracownik wysuwa wobec pracodawcy kolejne roszczenia, a na koniec i tak trafia do konkurencji. Być może takie sytuacje miały miejsce w przeszłości. Jednak w dzisiejszych czasach poziom merytoryczny oraz poziom umiejętności członków naszego zespołu przekłada się na wyniki finansowe firmy. Mało tego, stanowi rynkową wizytówkę firmy. Bez inwestowania w ludzi, bez dbania o nich tak, jak robi to nasza zagraniczna konkurencja, nie utrzymamy naszych pracowników i problem braku kadr będzie się nasilał.
 
Nastał taki czas, gdy pracodawca musi zadbać o pracowników. Nie reagować na ich prośby, czy sugestie, ale wychodzić naprzeciw. Tego właśnie życzę wszystkim odbiorcom tego tekstu.
 
Rafał Zahorski
Operations Manager
LSJ HR Group

 

Tematy: LSJ HR Group (48) | praca (39) | rynek pracy (18) | LSJ (14) | rynek pracownika (14) | Pomorze Zachodnie (13) | hr (10) | rynek zatrudnienia (10) | Rafał Zahorski (3) |
aktualizowano: 2017-03-01 13:18
cofnij drukuj do góry
Wszystkich rekordów: