Informacje 2009-07-16

Zróbmy coś z językami

W regionie, w którym Skandynawowie są największymi inwestorami zagranicznymi, tylko jedna uczelnia prowadzi zajęcia z języka szwedzkiego.

/fot. SG/ /fot. SG/

Zachodniopomorski oddział Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej (SPCC) przeprowadził na początku czerwca ankietę wśród uczelni wyższych w regionie. Okazało się, że żadna nie uczy norweskiego czy duńskiego, nie mówiąc o fińskim czy islandzkim. Jedynie Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny prowadzi lektorat z języka szwedzkiego.

– Wiemy doskonale, jak często zagraniczni inwestorzy pytają o potencjalnych pracowników, którzy znają jego ojczysty język – komentuje Kaare Nordbo, szef regionalnego przedstawicielstwa SPCC. – Co prawda nie jest to główne kryterium wyboru, tym bardziej, że znajomość angielskiego w północnej Europie jest powszechna, jednak skandynawscy przedsiębiorcy chętnie korzystają z zatrudnienia osób mówiących po duńsku, norwesku czy szwedzku. W naszej ocenie jeden lektorat ze szwedzkiego w regionie, który stawia na współpracę ze Skandynawią, a w którym funkcjonuje kilkanaście uczelni wyższych, to stanowczo za mało. Coś z tym trzeba zrobić.

Za mało zajęć na uczelniach

Specjaliści zajmujący się rynkiem pracy widzą też, że na naszych uczelniach nie jest najlepiej z angielskim i niemieckim.

- To, co mnie martwi, to absolwenci, np. Uniwersytetu Szczecińskiego, którzy mają zbyt mało zajęć językowych na uczelni. W związku z tym, jeżeli nie uczą się na własną rękę, to po prostu nie znają języków. Problemem jest fakt, że często dotyczy to absolwentów takich kierunków jak transport, logistyka, ekonomia, czyli tych, dla których język obcy jest faktycznie potrzebny, bo ci ludzie znajdują pracę w firmach transportowych, spedycyjnych i mają bezpośrednie kontakty z klientami – niepokoi się Jolanta Bogutyn-Przybyszewska, dyrektor Biura Doradztwa Personalnego UniKadr.

Znajomość angielskiego to obecnie standard, zwłaszcza na stanowiskach kierowniczych. Ale zdarzają się przypadki takie jak ten, o którym opowiada Jolanta Bogutyn-Przybyszewska: - Poszukiwaliśmy dla naszego klienta osoby na stanowisko menedżerskie, a sztywnym wymogiem była biegła znajomość języka angielskiego. Swoją kandydaturę zgłosił menedżer, który zarządzał jednym ze szczecińskich targowisk. Rekrutujący przeszedł więc w trakcie rozmowy na język angielski, a rekrutowany menedżer, który był doświadczonym, dojrzałym człowiekiem powiedział tylko, że przyjdzie następnego dnia, bo do tego czasu nauczy się języka. Oczywiście już nigdy nie przyszedł.

Generalnie jednak problemów z pracownikami mówiącymi po angielsku nie ma.

- Nie spotkałem się z zastrzeżeniami inwestorów zagranicznych zainteresowanych ulokowaniem u nas biznesu, dotyczących słabej znajomości języka angielskiego przez mieszkańców regionu - mówi Paweł Bartoszewski, dyrektor Centrum Obsługi Inwestora Urzędu Marszałkowskiego. - Znajomością języka niemieckiego może pochwalić się 30 proc. absolwentów. To najlepszy wynik  w Polsce.

To ważne, bo niemiecki często jest kluczowy w procesie rekrutacji. Języka sąsiadów zza Odry wymagają od swoich pracowników m. in. call-center, firmy produkcyjne, które sprzedają swoje pasze dla starszych niemieckich rolników, którzy nie znają angielskiego, niemieckie firmy szukające pracowników biurowych w naszym regionie, a ostatnio UniCredit, który otwiera w Szczecinie centrum finansowo-księgowe obsługujące klientów z Niemiec i Austrii.

Języki przedsiębiorców

Jak natomiast radzą sobie z językami obcymi ci, którzy sami wymagają od swoich pracowników płynnego angielskiego, niemieckiego, czy szwedzkiego?

Aleksandra Madeja, właścicielka Szkoły Języków Obcych Presto prowadzącej kursy językowe dla firm dostrzega, że w tego typu zajęciach najczęściej uczestniczą wysłani przez firmę pracownicy, którzy realizują program o charakterze ogólnym. Rzadziej natomiast odbywają się natomiast szkolenia dla kadry zarządzającej i kursy języka środowiskowego, czy biznesowego.
- Mało który przedsiębiorca jest zainteresowany językami innymi niż angielski i niemiecki – dodaje szefowa Presto.

Małgorzata Stopa ze szczecińskiego Domu Gospodarki powołanego przez Izbę Handlowo-Przemysłową w Neubrandenburgu w celu pośredniczenia między polskimi a niemieckimi firmami uważa, że zachodniopomorscy przedsiębiorcy słabo posługują się językiem niemieckim.

- W bazie Domu Gospodarki jest około tysiąca firm i większość z nich korzysta z naszych usług w zakresie rozmów z kontrahentami z Niemiec, czy choćby tłumaczenia ofert. Trzeba też dodać, że problem dotyczy głównie starszych przedsiębiorców - mówi Małgorzata Stopa.

Łagodniej regionalny biznes w kwestii znajomości języków obcych ocenia Marcin Rabczyński, manager Pionu Administracji Północnej Izby Gospodarczej.

- Dzięki ciągłym szkoleniom językowym, m.in. prowadzonym przez PIG poziom znajomości języków obcych ciągle rośnie. Przedsiębiorcy w indywidualnych kontaktach coraz rzadziej korzystają z pomocy tłumaczy – uważa Rabczyński, wskazując na język angielski, niemiecki i coraz częściej języki skandynawskie.

Izba organizuje dla swoich członków szkolenia z języka angielskiego, niemieckiego oraz rosyjskiego na różnych stopniach zaawansowania.

Magdalena Płuciennik, mab

Tematy: inwestor (135) | przemysł (84) | zagranica (56) | Urząd Marszałkowski (50) | SPCC (11) | Kaare Nordbo (7) |
aktualizowano: 2009-07-16 15:27
cofnij drukuj do góry
Wszystkich rekordów: