Informacje

Informacje 2011-07-16

Oświetlają sztukę na całym świecie

Rozmowa z Mirosławem Żakowskim, prezesem firmy LightArt ze Szczecina, jedynego w Polsce producenta specjalistycznego oświetlenia do muzeów i galerii sztuki.
Mirosław Żakowski /fot. ŁP/ Mirosław Żakowski /fot. ŁP/

Szczecinbiznes.pl: Jak powstała firma LightArt?

Mirosław Żakowski: LightArt powstał w 1999 roku, można powiedzieć, że z potrzeby chwili. Już wcześniej, od 1992 roku prowadziłem własną działalność gospodarczą. Działałem w branży budowlanej. Potem zacząłem pracować dla dużych firm, również z tej branży. W którymś momencie miałem propozycje objęcia wysokich stanowisk w dwóch z nich. Jednak sprawy potoczyły się tak, że mówiąc wprost – zostałem na lodzie. I tak któregoś dnia siedziałem w krakowskim klubie Alchemia, którego właścicielem jest mój brat i rozmyślałem, co dalej robić, czym się zająć. Miałem nawet pomysł, żeby otworzyć podobny klub w Szczecinie. To było, i nadal jest, jedno z najpopularniejszych miejsc w Krakowie: połączenie pubu, klubu z kinem, teatrem, galerią. Brat jednak skutecznie wybił mi z głowy ten pomysł. Pokazał mi jednak coś innego – lampę do formatowania światła, którą sam wymyślił na potrzeby swojej galerii. Dał mi pudełko z kilkoma częściami i powiedział, że mógłbym się tym zająć.

Miał Pan jakieś pojęcie o tej branży?

Z wykształcenia jestem bankowcem oraz technologiem, lecz o oświetleniu nie miałem za bardzo pojęcia. Dostałem to pudełko i musiałem powoli wszystko zbadać i rozpracować konstrukcyjnie. Nie wiedziałem nic ani o technologii, ani o rynku. A trzeba było np. stworzyć dokumentację techniczną. Wszystko to robiłem sam. W wordzie rysowałem projekty dla podwykonawców, którzy robili dla nas komponenty. Potem to składaliśmy, na początku głównie własnymi siłami.

Ten pomysł to był strzał w dziesiątkę?

Okazało się, że tylko kilka firm w Europie produkuje podobne projektory. Ich produkty kosztowały wtedy ok. 1,5 tys. euro za sztukę. Natomiast nasze oprawy kosztowały 1/8 tej ceny – średnio 650 zł za sztukę. Te ceny utrzymujemy do dzisiaj. I nadal jesteśmy jedynym w kraju producentem tego typu oświetlenia.

Ale tak naprawdę, to my sami wykreowaliśmy rynek na nasze produkty. Musieliśmy uświadomić bardzo wielu ludziom, jak można prezentować sztukę, pokazać im to i nauczyć nowego spojrzenia. Docieraliśmy do ludzi związanymi ze sztuką, galerii, muzeów i samych artystów i pokazywaliśmy im nasze możliwości.

Szybko „załapali”?

Duże wystawy zaczęliśmy robić ok. 2003 roku a klubie Alchemia. Pierwszą – znanemu polskiemu fotografowi na rynku głównym w Szarej kamienicy w Krakowie . Kiedy zobaczył jak wyeksponowane są jego fotografie, od razu kupił od nas kilkadziesiąt lamp. Zaczęliśmy wtedy docierać do państwowych instytucji, co nie było łatwe, bo mają one najczęściej spore ograniczenia finansowe. Przełomowa była wystawa w Centrum Sztuki Zachęta, gdzie zrealizowaliśmy największą wystawę od 50 lat: „Warszawa-Moskwa". Kiedy dostaliśmy to zlecenie, musieliśmy w dwa tygodnie przygotować kilkaset lamp. Ale opłacało się. Wiele instytucji dostrzegło wtedy znaczenie oświetlenia. Za Zachetą poszły kolejne, największe muzea i galerie w całej Polsce, a także za granicą. Na stałe współpracujemy z instytucjami we Francji, Niemczech, USA, Kanadzie, Szwecji, na Litwie, Łotwie czy w Estonii. Teraz, kiedy jesteśmy już znani w środowisku, klienci często sami się do nas zgłaszają.

A jak firma ze Szczecina trafia ze swoimi produktami do jednego z najsłynniejszych muzeów świata – Museum of Modern Art w Nowym Jorku?

Ta wystawa została zrealizowana przez naszego pośrednika w USA. Nasze oprawy były wykorzystane na całym jednym piętrze budynku.

A jak sprzedają się wasze produkty w naszym regionie?

Zaczynaliśmy na rynku krakowskim. W Szczecinie nie sprzedawaliśmy praktycznie nic przez bardzo długi okres. Nie było tutaj odpowiedniego klimatu, świadomości i chęci do zmian. Dopiero jakieś dwa lata temu zaczęło się coś dziać. Robiliśmy oprawy m.in. dla Klubu 13 Muz, Zamku Książąt Pomorskich, Liceum Plastycznego, Akademii Sztuki a także dla prywatnych galerii: Open Mind czy Kapitańskiej należącej do Calbudu.

Oferujecie nie tylko sam produkt…

Z czasem zaczęliśmy rozbudowywać naszą ofertę. Doszło do tego profesjonalne doradztwo, aranżacja wystroju, systemy wystawiennicze, dobór i dostarczanie multimediów, systemów zawieszeń, opracowanie wystaw multimedialnych. Często współpracujemy z projektantami i kuratorami wystaw.

Poza rynkiem muzealno-wystawienniczym oferujemy również produkty dla klientów indywidualnych, do mieszkań, sklepów czy hoteli. Wszystko jednak w tej samej technologiiopartej o obróbkę aluminium. Nasze oprawy oświetleniowe wykonujemy przede wszystkim z aluminium barwiąc je na różne kolory, stosujemy również inne, materiały jak szkło.

Produkujemy również komponenty do lamp dla najważniejszych spółek z tej branży notowanych na giełdzie, jak: Elgo, Es-System czy Lena Lighting. Dostarczamy również komponenty oraz półprodukty z naszego wzornictwa do producentów z Niemiec oraz z Francji i Czech. Mamy duże moce przerobowe i dobre pomysły – staramy się to wykorzystywać.

Jak wygląda proces produkcji?

Wcześniej bazowaliśmy na dużej grupie podwykonawców, a w naszym zakładzie gotowe części były jedynie montowane. Kilka lat temu podjęliśmy decyzję o inwestowaniu we własny park maszynowy, co okazało się najlepszym rozwiązaniem. Zakupiliśmy najnowocześniejsze obrabiarki numeryczne CNC firmy DMG z serii Alfa. Moją ideą było stworzenie całościowego zakładu produkcyjnego – zautomatyzowanego parku maszynowego. Ten projekt jest cały czas żywy, choć jego realizację zahamował kryzys gospodarczy. Mimo to, obecnie wszystkie komponenty są wykonywane u nas. Podwykonawcom zlecamy jedynie barwienie czy chromowanie, natomiast malowanie mokre wykonujemy we własnym zakresie.

Wszystkie projekty wykonujemy również sami. Najczęściej robię je wraz z własnym zespołem projektowym z naszej firmy. Na bardzo ważne realizacje oraz dla bardzo ważnych klientów jesteśmy w stanie zaprojektować i opracować technologicznie produkt w ciągu 14 dni, co jest ewenementem w tej branży. Potrzeba jest matką wynalazków. Realne terminy projektowania wraz z badaniem to średnio trzy do sześciu miesięcy, a na zachodzie niekiedy 12 miesięcy.

Jakie przekształcenia przechodziła firma na przestrzeni 12 lat działalności?

W 2006 roku powstał pomysł, żeby przekształcić firmę w spółkę akcyjną i przygotować się do wejścia na NewConnect. Wiązało się to z koniecznością dużego doinwestowania i tak też zrobiłem. Miałem już pewnych inwestorów zainteresowanych kupnem akcji już w tzw. przedsprzedaży private placement . Szacowany zysk ze sprzedaży akcji miał wynieść ok. 15  mln zł. Niestety w 2008 roku przyszedł kryzys i inwestorzy się wycofali. Odbiło się to dosyć mocno na naszej działalności. Można powiedzieć, że do tej pory wychodzimy z kryzysu. Musieliśmy m.in. zmniejszyć zatrudnienie. W tej chwili w firmie pracuje jedna trzecia składu sprzed kryzysu.

Czy w związku z tym całkowicie zarzucił pan plany giełdowe?

Nie. Cały czas dostajemy oferty od firmy, która wprowadza spółki na giełdę. Niestety spodziewam się kolejnego kryzysu, który może wszystko opóźnić. Jeśli go nie będzie, możemy zadebiutować za jakieś dwa lata. Jeśli będzie – raczej za 4 do 6 lat.

A w bliższej przyszłości, co czeka LightArt?

Mamy kilka kierunków rozwoju. Po pierwsze chcemy jeszcze bardziej rozbudować i wyspecjalizować dział związany z wystawiennictwem. Po drugie - poszerzyć ofertę dla mieszkalnictwa, a także rozwinąć kierunek związany z usługami związanymi z obróbką skrawaniem. Innymi słowy planujemy rozbudować park maszynowy i jego zautomatyzowanie, które już w tej chwili przynosi nam duże korzyści. Dobrym rozwiązaniem byłoby dla nas również wejście do dużej sieci handlowej. Do tej pory opinie z kilku największych sieci o naszym produkcie są bardzo dobre. W jednej z nich usłyszeliśmy nawet, że nasze lampy są za dobre.

Rozmawiała Łucja Pawłowska

Tematy: Szczecin (597) | przedsiębiorczość (94) | LightArt (1) |
aktualizowano: 2011-07-21 13:08
Wszystkich rekordów:

Społeczność